School’s out

czerwiec 19, 2009 by lizzardo

No proszę, dzisiaj zaczynają się wakacje.

Słomiany Wdowiec

czerwiec 15, 2009 by lizzardo

Kobieta mnie zostawiła na trzy dni… Rządzimy we trzech…. Zanim wyjechała, wszystkie dawki i pory podawania leków zostały spisane, a lista przykazań zawieszona w eksponowanym miejscu. Timonil 7.30 i 19.30, Rispolept 18.30 razem z witaminami i żelazem. Nie zapominać o śniadaniu, budzić się odpowiednio wcześnie, żeby Starszy nie spóźnił się do szkoły. Pod żadnym pozorem nie rób prania – wszystko co potrzebne jest w szafach. Obiady możesz gotować. Wychodź na spacery z psem. Buziaki. Trzymaj kciuki. Wracam po egzaminach. Kocham cię. :-)

Nie rozumiem tego z praniem. Widocznie musiała strasznie spanikować.

Dziesięć lat młodsza.

czerwiec 12, 2009 by lizzardo

Jakiś czas temu, pomyślałem sobie – „Jestem niecały rok w Polsce, a mam wrażenie, że postarzałem się o dziesięć lat.” Takie mniej więcej odniosłem wrażenie, kiedy okazało się, że moje brytyjskie doświadczenia, zdają się u nas psu na budę. To nic, że mam doskonałe referencje z brytyjskiej firmy, że władam biegle angielskim, że mam poczucie obowiązku i chęć do pracy. „Byłeś w Anglii? To znaczy, że coś z tobą nie tak, tego jesteś emigrant”. Prowadzący ze mną interview Pan, w sumie całkiem sympatyczny facet mówi mi – „Wie pan, ale ja już zatrudniłem jednego takiego, co przyjechał stamtąd…, i mam jak najgorsze doświadczenia.” Taaak sobie myślę, jakiś półgłówek zachłysnął się angielskim powietrzem i pokazał co potrafi. Nie poddaję się łatwo, rozmawiamy. W końcu pada pytanie – „A nie będzie panu przeszkadzało, że pana szefowa będzie od pana dwanaście lat młodsza?” No to już wiedziałem, że gość szuka zaczepki, ale odpowiedziałem, zresztą zgodnie z prawdą, że nie. Co to ma rzeczy, czy ktoś jest dziesięć lat starszy czy młodszy? Czy to, że ktoś jest dekadę młodszy ode mnie, upoważnia mnie do czegoś? Ja chcę pracować, a nie zastanawiać się, czy ta dziewczyna się nadaje, czy nie. Szczerze mówiąc, mój stosunek charakteryzuje się wysoką obojętnością, i mam w głębokich pokładach wewnętrznych, czy ona skończyła dopiero podstawówkę, czy jest w wieku balzakowskim. Widocznie ktoś uznał, że Ona ma być szefową i się nadaje. Jak tu kolesiowi wytłumaczyć, że 99 % moich bliskich znajomych jest w takim właśnie wieku, że z takimi ludźmi się najłatwiej dogaduję, bo przytłaczająca większość moich rówieśników to wapniaki?

No ale trudno i tak znalazłem pracę, z której jestem w miarę zadowolony, bo choć marnie płacą, to przynajmniej nikt mi się w robotę nie wtrąca i mam duży margines swobody, co i tak nie zwalnia, a nawet zobowiązuje do większego wysiłku, co pewnie widać po wpisach na tym blogu. Nieważne. Zaczynam wracać do normy, mam w sobie dawny zapał, ale nie powiem przybiła mnie ta rozmowa kwalifikacyjna, a może właśnie trochę zmobilizowała?

Byliście głosować? Nie poszedłem. Pierwszy raz zrezygnowałem z mojego świętego prawa, bo kiedy widziałem te chciwe mordy w telewizji, to mnie skręcało. Za żadnego z naszych Europosłów nie dałbym funta kłaków. Patrzyłem na wręczanie nominacji poselskich i widziałem w świdrujących oczkach błysk słowa „Kasa! Kasa! Kasa!” Może i lepiej, że wtopią się w ten brukselski cyrk. Szkoda, że siedziba PE mieści się w Brukseli, a nie na przykład w Mogadiszu, tam w końcu nasi reprezentanci znaleźli by się we właściwym miejscu.

No ale trudno, niedługo wybory u nas, to pewnie się przejdę.

Czytam teraz felietony KKT z lat 70 i czasem odnoszę wrażenie, że opisuje on rzeczywistość AD 2009, a nie czasy gospodarki planowej i „wschodzącego Gierka”. Swoją drogą musiał być nieźle ustawiony, żeby w 1971 roku mieć swobodny i stały dostęp do Newsweeka. Niemniej jednak podoba mi się jego pióro a w kilku miejscach serdecznie się uśmiałem. Polecam, szczególnie „Opakowanie zastępcze.” Całkiem przyjemnie się to czyta.

Moje serce zawyło z rozpaczy, kiedy doczytałem ostatnią kartkę przygód Eberharda Mocka. Modlę się, że do ekranizacji nie dorwał się jakiś partacz, tak jak do Wiedźmina, bo nie ścierpię kolejnej fuszery.

Niewalczyk

maj 30, 2009 by lizzardo

Jestem nieco wymęczony. Od ostatniego wpisu wiele się wydarzyło. Niektóre ze zdarzeń raczej trudno zaliczyć do przyjemnych. Wylądowaliśmy z Małym dwa razy w szpitalu. Atak epilepsji w każdym z przypadków. Każdy pobyt – seria badań, skany, EEG, EKG, Tomografia – wszytko bez zarzutu. Mały w idealnej formie. To skąd ta pierdolona epilepsja? Lekarze bezradnie rozkładali ręce. Prawdopodobnie, ale to nie potwierdzone, przyczyną mogło być lekarstwo podane Małemu podczas przeziębienia. Mały jest teraz pod kontrolą Neurologa i bierze leki. Na razie spokój, ale spanikowaliśmy. Z przyjemniejszych rzeczy – Mały dostał się do przedszkola integracyjnego. Bardzo mnie to ucieszyło. Poza tym rozbrykany jak zwykle.

Starszy na szczęście zdrowy i jakoś sobie radzi w szkole. Zaczynają się już pierwsze symptomy wchodzenia przez niego w wiek nastoletni. Jakieś koleżanki, wypady, konwersacje przez GG i nieustanne pitanie SMSów. Rany, jeszcze kilka lat i mogę zostać dziadkiem. No, ale każdy rodzic przez to przechodzi.

Dobra dostałem się (chyba) na te studia, chyba już mogę powiedzieć, że będę studiował archiwistykę i zarządzanie dokumentacją. Mam nadzieję, że Froasia się na mnie nie obraziła ;-) .

Uf, pewnie niedługo będę pisać tutaj regularnie, bez takich dziur, ale to też melodia przyszłości.

Poza tym mam dziwne odczucie, że ten blog zaczyna się robić zbyt osobisty, a akładając go byłem od takiego zamysłu daleki, nawet wrogo nastawiony. No ale czasem trzeba zamontować w czaszce wentyl bezpieczeństa.

Ajde Jano

maj 6, 2009 by lizzardo

Ajde Jano, Kolo Da Igramo

Ajde Jano, kolo da igramo.
Ajde Jano, ajde dušo,
kolo da igramo.

Ajde Jano, konja da prodamo.
Ajde Jano, ajde dušo,
konja da prodamo.

Ajde Jano, kucu da prodamo.
Ajde Jano, ajde dušo,
kucu da prodamo.

Da prodamo, samo da igramo.
Da prodamo, Jano dušo,
samo da igramo.