Sprawy domowe

Dosyć dużo się ostatnio dzieje, zacząłem publikować. Wychodzę ze strefy chciejstwa i zaczynam krok po kroku realizować plany małymi kroczkami, ale systematycznie. Przede wszystkim plany dotyczące „twórczości własnej”, którym sprzyja obecna sytuacja, bo mam trochę więcej luzu. Mały jest już w miarę stabilny i mimo, że cały czas potrzebuje dużo uwagi, to jakoś tak wszystko się ładnie zazębia, że nie ma konfliktu.

Wychodzę, a właściwie już wyszedłem z marazmu, oczyściłem się za granicą, wróciłem do Polski,  i zacząłem brać za rogi polską rzeczywistość i zmagać się ze sprawmi domowymi. Nie mam zamiaru ukrywać, że bardzo pomogła mi w dochodzeniu do siebie również moja sytuacja rodzinna. Na dobrą sprawę nie miałem innego wyjścia, choroba młodszego spowodowała, że musiałem się ocknąć z letargu i zacząć działać. Przy okazji obudziły się inne strefy, o co absolutnie nie mam pretensji. Mały stał się katalizatorem, sposób myślenia, stał się sposobem działania. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że marnotrawię zbyt wiele czasu na zastanawianie się, rozmyślanie o tym „jakby to pięknie mogło być” i takie tam bzdury, a praktycznie niczego nie robię, aby przełamać w końcu długi okres stagnacji w moim życiu. Sytuacja wymusiła też, że musiałem natychmiast przestać użalać się nad sobą i rozpamiętywać „dni chwały”. Kiedy przestałem się umartwiać, a zacząłem działać, nagle okazało się, że wystarcza mi czasu i na inne sprawy.

W tej chwili Mały  jest już stabilny, pod opieką specjalistów, którzy na dobrą sprawę wykonują przeogromną część pracy, nam pozostaje, tylko postępować według ich wskazówek i nie spartaczyć, tego co do tej pory udało się osiągnąć. Udało się wiele – od września Mały idzie do szkoły, jest samodzielny, potrafi sam załatwić potrzeby fizjologiczne, zaczyna mówić pełnymi zdaniami, znika powoli echolalia, humory i wybuchy histerii zdarzają się coraz rzadziej, do tego stopnia, że zaczynamy się niepokoić, kiedy zdarza mu się być zbyt wyciszony. Niemniej jednak, zdarza mu się „wybuchać”, co prawda coraz rzadziej, a przypomnę, że jeszcze nie tak dawno „wyjec” potrafił trwać u niego przez cały dzień. Coraz częściej się śmieje i jest spokojniejszy. Dziecko na pograniczu ADHD i autyzmu potrafi dać się we znaki, ale kiedy zaczyna robić postępy, wszystko inne staje się mało istotne. Dlatego zawsze powtarzam, że jeżeli rodzice widzą coś niepokojącego w zachowaniu dzieci, niech nie zwlekają i natychmiast udają się do specjalisty.

Możliwe, że my mieliśmy szczęście i trafiliśmy, nie tylko na profesjonalistów, ale na ludzi oddanych sprawie, którzy potrafili nas ukierunkować i pomogli, mało tego wymusili na nas, jako rodzicach poddanie się reżymowi wychowania i opieki nad takim dzieckiem, zmuszając do aktywnego uczestnictwa. Żaden bowiem nawet najdoskonalszy program rehabilitacji nie przyniesie efektu, jeżeli nie biorą w nim udziału rodzice. Praca z takim brzdącem to 24 godziny służby, mozolnego przypominania o najprostszych sprawach, konsekwentnych ćwiczeń i samodyscypliny. Jednak satysfakcja jest nie do opisania.

Czy jestem tym zmęczony? Nie. Nie mogę sobie pozwolić na zmęczenie, a przecież jest jeszcze drugi młody człowiek, który powoli zaczyna być nastolatkiem i też potrzebuje uwagi i już nie zadowala się byle czym. Muszę więc, krzesać z siebie energię w ilościach niewyobrażalnych, ale to chyba weszło mi w krew, bo jak wspomniałem wcześniej zaczynam realizować się w innych sferach, jakby przy okazji wracam do tych rzeczy, które przynosiły mi kiedyś tyle satysfakcji. Fotografuję, piszę, tłumaczę i chociaż teraz to bardziej hobby, kto wie czy za jakiś czas nie poczuję się na tyle mocny, żeby spróbować jeszcze raz, odrzucić stare urazy i wejść na dawną „ścieżkę zawodową”. A wszystko dzięki sześcioletniemu brzdącowi, który zmusił mnie do tego, żeby znowu chciało mi się chcieć.

Odpowiedzi: 5 to “Sprawy domowe”

  1. andsol Says:

    Mądrze mówisz. I chyba wiem o czym mówisz, bo już widziałem parę różnych rzeczy w życiu, dlatego potrafię docenić nieopowiedziane detale. Np. sprawę gry zespołowej. A nie zawsze ludzie chcą… No, gratulacje i oby tak dalej.

  2. lizzardo Says:

    Staram się. Nowy rok szkolny się zaczął i wcielamy w życie.

  3. krasavitza Says:

    witaj Lizzardo,
    sto lat do Ciebie nie zaglądałam, ale też do zadnego innego bloga, może uda mi sie wrócic do tego zwyczaju, ale wybrałam się na poszukiwania starych blogowiczów własnie z powodu takiego marazmu powrotowego, o którym piszesz. Marazm Repatriacyjny – nazwałabym to. Z tego co widzę, Twój był znaczniej skomplikowany… pozdrowienia z Ojczyzny…. acha Summertime – love it!

  4. lizzardo Says:

    Krasavitzo, bardzo się cieszę, też do Ciebie zaglądałem, ale widzę że sporo osób dało sobie spokój z blogowaniem. To może jakaś grupa wsparcia dla powracających?🙂

  5. confiance Says:

    dawno mnie nie było. wcale & nigdzie…
    jakie zmiany…
    powodzenia i w nowym roku szkolny i tak w ogóle!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: