Odyseja

Od 1992 roku, czyli od zdania przeze mnie Matury, praktycznie niczego nie udało mi się doprowadzić do końca. Niczego, co było by związane ze mną. Do matury wszystko szło gładko i bez problemów, kolejne klasy zaliczane bez trudu, olimpiady, egzaminy. Maturę miałem już w lwiej części “zaliczoną” w trzeciej klasie, przynajmniej jej część humanistyczną, pozostała matematyka, ale i to choć z trudem udało się przeskoczyć. Potem już nic, każda próba studiowania kończyła się mniejszą lub większą katastrofą. Jedyny sukces edukacyjny to Pomaturalne Studium Informatyki. Zdesperowany poszedłem do wojska, ja rozpoetyzowany mazgaj wszedłem w świat tak dla mnie obcy, że abstrakcyjny i jeszcze do dziś niezrozumiały. Szybko otrzeźwiałem, chociaż musiałem już swoją szkołę przejść, zresztą w ostatecznym rozrachunku, chyba nie było to aż tak traumatyczne przeżycie, jestem przecież zodiakalnym Baranem, a Barany podobno mają wpisaną w swoją naturę Marsa. Chociaż, szczerze mówiąc gdybym miał podejmować decyzję raz jeszcze, zakuwałbym do egzaminów zamiast nawet najcieplejszego przydziału w Armii. Wyniosłem z tych czasów zupełną niechęć, może nie tyle do munduru, co do stosunków międzyludzkich panujących w tej instytucji, gdzie niejednokrotnie miernota, przygłup, sadysta lub zwykła świnia, żeby nie użyć słów dosadniejszych zawiaduje innymi ludźmi lecząc na nich swoje frustracje. Nie mówię, że wszyscy, ale wielu takich właśnie spotkałem. Rozstawaliśmy się z armią bez żalu. Po odzyskaniu wolności, długo nie mogłem dojść do siebie, ale wtedy już moje plany zeszły na plan dalszy, pojawił się ktoś ważny, później jeszcze ktoś ważny i wreszcie znowu ktoś równie ważny. Zaroiło się obok mnie od osób ważnych i wszystko, co dotyczyło mnie zeszło na plan dalszy, stało się nieważne, chociaż jeszcze dziś słyszę czasami, że jestem “cholernym egoistą” albo “samolubem”. W pewnym momencie, otoczony tymi ważnymi osobami, poczułem dotknięcia, a właściwie muśnięcia fortuny. Przypadkiem skończyłem nudną szamotaninę w nieciekawej branży gastronomicznej (przynajmniej dla mnie nieciekawej, ale w późniejszym okresie to doświadczenie okazało się bardzo pomocne) i zacząłem pracę w radiu, potem w gazecie i do grona ważnych osób dołączyły poważne plany zawodowe, trwało to kilka lat, a potem szlag wszystko trafił. Gdzieś już chyba o ty wspominałem, nie chcę tego teraz wyciągać, bo musiałbym użyć języka znacznie ostrzejszego, od tego który jest aktualnie używany w naszym Parlamencie. Po tym wszystkim wywiało mnie na Wyspę, ale o tym też można znaleźć wzmianki na tym blogu, więc nie będę się powtarzać, powiem tylko, że wylądowałem tam głównie ze względu na moje osoby najważniejsze i trochę przez przypadek, początkowo z planem pobytu na rok, ale przeciągnęło się do czterech lat. Teraz nadrabiam czas nieobecności w Polsce i chociaż wiele spraw doprowadza mnie do szału, jakoś już nie wyobrażam już sobie roli emigranta. Wracając jednak do sedna i pytania Froasi. Tak jak wspomniałem wcześniej, tym razem podejmuję próbę pójścia za dawnym marzeniem, chcę studiować, to co chciałem studiować od kiedy pamiętam i nie jest to dziennikarstwo. Póki co, proszę zainteresowanych o cierpliwość, dopóki nie będę mieć oficjalnego potwierdzenia, nie powiem. Okazuje się, że zawód który sobie wymarzyłem przed wielu laty, zaczyna stawać się teraz bardzo pożądany na rynku pracy, szczególnie w połączeniu z tak zwanymi nowymi technologiami, więc to dodatkowy bodziec, aby w końcu pójść za głosem wewnętrznym i zakasać rękawy.

Odpowiedzi: 2 to “Odyseja”

  1. erzebet Says:

    trzymam kciuki!!! Pozdrawiam🙂

  2. lizzardo Says:

    Dzięki🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: