Trampolina

Właściwie, to nie jest sen, chociaż sam już nie wiem ile w tym jest realnych wspomnień a ile projekcji. Skocznia ma trzy poziomy: pierwszy na wysokości 3 metrów, drugi 5 metrów i najwyższy 10 metrów. Mam 16 albo 17 lat, może osiemnaście ledwie. Środek lata, opalenizna i beztroska. Wchodzę pewien siebie na kładkę pierwszą, najpierw skok na nogi – poszło łatwo, radość i rozpierająca duma rozpalają młodzieńca. Zaczynam się przyglądać innym – skaczą na główkę, z rozbiegu, z krawędzi. Wchodzę po raz kolejny na trójkę, najpierw z krawędzi, potem rozbieg. Sukces pachnie chlorem, podpływam na plecach, otoczony błękitnawym wieńcem wody do krawędzi basenu. Uniesienie jest jednak chwilowe, takich tryumfatorów są dziesiątki, żadna radość. Stoję już na platformie na wysokości pięciu metrów nad taflą wody. Dziwne, z tej wysokości woda wydaje się ciemniejsza, faluje niepokojąco, a może to dlatego, że słońce skryło się za chmurami? Patrzę na innych na piątce, skaczą. Krótki rozbieg, albo jak na trójce – z krawędzi. Nieco dłuższy lot w dół niż z trójki, donośniejszy plusk dłuższe wypływanie. Obok mnie dwóch się naradza, jeden bardziej doświadczony mówi: „- Jak skaczesz z krawędzi to się odbij, bo inaczej baniakiem o rant zahaczysz, a jak z rozbiegu to leć płasko, bo cię przeważy i na plechy polecisz.” Żadna z tych możliwości nie jest mi na rękę, więc stosuję się do wskazówek. Najpierw z krawędzi – lecę w dół – plusk, woda dusi, ciśnienie. Zaczynam machać rękami w wodzie, żeby tylko wypłynąć. Jestem w końcu na powierzchni. Udało się. Wracam na skocznię – teraz z rozbiegu. Ręce przed siebie, balansować tak żeby nie przeważyło. Ręce dotykają wody, głowa w zetknięciu z cieczą prawie eksploduje, napięcie powierzchniowe, zła aerodynamika, chwila bólu a potem znowu w górę. Czaszka pulsuje – tak to chyba to, skok wykonany, ale trzeba poprawić, albo będzie cię łeb do końca życia bolał – mruczę do siebie. Skaczę dalej, ze skoku na skok lepiej, płynnej wrzynając się w wodę z delikatnym prawie niesłyszalnym – plusk.

shell by lizzardo

Wreszcie przyszła pora, aby spróbować sił na najwyższej trampolinie. Długo stoję pod metalową drabinką prowadzącą na najwyższe piętro – dziesięć metrów, zadzieram głowę, słyszę spadające ze stopni krople wody naniesione przez skaczących. Na trójce tłok, na piątce kilka osób, na dziesiątce osoby skaczące można policzyć na palcach jednej ręki. Od czasu do czasu słychać z góry – „Dzieeesiątka skaczeeee!” Na trójce i na piątce zamiera ruch, wszyscy czekają, zadzierają głowy, słychać szmery, zazdrość w głosie, podziw. Leci! Plusk. Wypływa. Trójka i piątka wypluwają z siebie masę skoczków. Dotykam barierek drabinki, ostrożnie wchodzę na najwyższy poziom, schodki mokre, powyżej piątki jednak mniej. Staję w końcu na betonowej platformie, wiatr jest tutaj silniejszy niż na dole. Z góry patrzę na basem, wypełniony w ten upalny letni dzień po brzegi, w dali panorama miasta po prawej, po lewej park, słyszę dalekie odgłosy pociągów. Wiatr szumi w uszach. Na dziesiątce cztery osoby oprócz mnie, dwie się opalają, dwie przygotowują do skoku. Podchodzę do krawędzi, klękam, właściwie padam na kolana, przerażony. Nie dam rady, nie nadaję się na skoczka z Acapulco. Czuję potworny ciężar w żołądku, zaczynam się trząść. Nie. Nie tym razem, spocone dłonie, a może to jeszcze woda z basenu? Nie wiem. Chyba nie usłyszę przed swoim skokiem – „Dziesiątka skacze!” jeszcze nie teraz, już nigdy. Stoję przez dłuższą chwilę rozglądam się podziwiam widoki. Schodzę. W połowie drogi słyszę znowu „Dzieeesiątka skaczeeee!”, ale mnie już to nie obchodzi, nic a nic. Kiedy ostatni raz śniło mi się to wspomnienie, stałem wyprostowany na krawędzi „dziesiątki”, oderwałem stopy od gorącego betonu i poleciałem w dół w prawie czarną wodę i poczułem wtedy ulgę, że to tylko sen.

Odpowiedzi: 3 to “Trampolina”

  1. marga77 Says:

    ufff, ale sie umeczylam … tym bardziej, ze mam lek wysokosci i nie umie plywac

  2. nauma Says:

    Raz skoczyłem z takiej dychy. Na nogi. Przegięło mnie. Brzuch bolał kilka dni.
    Ślady były dłużej…

  3. lizzardo Says:

    Marga – bywało, że „w roku szkolnym” chodziłem na basen kilka dni w tygodniu🙂 Na szczęście nie ma lęku wysokości, bo nie móglbym po górach chodzić🙂

    Nauma – mi wystarczyło, kiedy zobaczyłem jak skoczek poleciał z dychy na plecy, brrr

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: