Pasja według Angela (1)…

Opowiadanie to towarzyszy mi od jakiegoś czasu. Po raz pierwszy zabrałem się za tłumacznie historii, którą napisał Robert Burns, krótko po przyjeździe do Walii. Ciągle jestem niezadowolony z tego tłumaczenia, ale jak powiedziała mi kiedyś pewna znajoma: „jeśli cały czas będziesz kręcić nosem na to co robisz, w końcu nic nie ujrzy światła dziennego”. Na marginesie – dialog odbywał się na zasadzie, przyganiał kocioł garnkowi, bo znajoma jest bardzo wymagająca wobec siebie. Na swoim blogu nie raz wspominała o chęci opublikowania w zwartej formie własnej twórczości. Wiem, że książka z jej historiami byłaby sukcesem. Mam nadzieję, że w końcu i ona przestanie kręcić nosem na własne pisanie, a może już przestała i teraz wystukuje kolejne strony?

Wracając jednak do opowiadania Burnsa, dzisiaj publikuję pierwszą część. Za oknem szarawo i ponuro, a Włochy jakoś zawsze kojarzą się ze słońcem. Zapraszam do lektury.

Angelo’s Passion – Christopher Burns – translated by Lizzardo

Pasja według Angela (1)

 – Co czytasz?

Z początku ją zignorowałem.

– Zapytałam, co czytasz?

Obeszła łóżko dookoła. Próbowałem zachować zimną krew ale instynktownie zasłoniłem książkę, chroniąc się przed jej ciekawością.

– Pliniusz – powiedziała przekręcając imię brzydko po angielsku.

– Pliniusz – odpowiedziałem, używając włoskiej wymowy.

Przypominasz sobie, kupiłaś mi tę książkę w Wenecji. W tłumaczeniu jej tytuł brzmi „Historia Naturalna”.

– Renesans?

– Zmarł w 79 roku. Oczywiście wiesz, co się wtedy stało. – Nie sądziłem, że zapomni.

– Tak – odpowiedziała – Pompeje bardzo mi się podobały.

Rose nosi bardzo drogą bieliznę z czarnej koronki. Znajduję w tym subtelne erotyczne piękno. Znam przynajmniej z pół tuzina dziewcząt, które wygadałyby w niej zniewalająco. Niestety, nie Rose. Ona należy do czasów białej bielizny – koszul i fig, które można zobaczyć na starych filmach z lat pięćdziesiątych i początku sześćdziesiątych. No cóż, to były w końcu czasy jej młodości. Położyła się obok mnie i wskazała palcem na tekst.

– To nie jest łacina?

– Żałuję, że nie znam jej na tyle, aby czytać w oryginale. To tłumaczenie na włoski.

– Na środku Ptone… – zaczęła tłumaczyć niezdarnie.

– Pośród Ptonebari i Ptoemphani, u wybrzeży Afryki, pies…

– Opowiedz mi o tym. Powiedziałem jej, co wiem o Pliniuszu, o jego pełnej wyobraźni wizji świata, jego dziwacznych zwrotach i wyrażeniach i jeszcze dziwniejszych nazwach geograficznych. O tym jak sprawy zwykłe i powszednie fakty przekształcał w cuda, magię i sprawy boskie. Słuchając, kiwała głową jakby notowała wszystko w pamięci. Zrozumiałem, że zabierze stąd coś więcej niż tylko fotografie. Po stronie łóżka, gdzie leżała Rose znajdowały się dwie książki. Pierwsza z nich to kolorowy przewodnik po Włoszech. W środku mnóstwo kolorowych zdjęć, wszystkie zrobione w jaskrawym świetle słońca i ze wszystkimi kolorami zbyt intensywnymi. Na szczęście nie zawierał zbyt wiele informacji o historii i kulturze kraju. Właśnie z tego powodu byłem nieoceniony. Druga książka, to podręcznik seksu, wydrukowany w Ameryce, a sprzedawany na rynku brytyjskim.  Zawierał strony z opisami, odsyłaczami do seksuologów i poetów, libertynów i artystów. Bogato ilustrowany diagramami, szkicami genitaliów w różnych fazach podniecenia, fotografiami par uprawiających seks. Na jednym z rysunków, kochankowie zostali przecięci, gładko i bezkrwawo przez gigantyczne ostrze. Cała anatomia seksu przedstawiona na otwartych ciałach kochanków. Podobno nie ma lepszej książki z tego gatunku. Rose położyła się obok mnie i chwyciła moje ucho między zęby. Poczułem presję, delikatną ale stanowczą.

– Pozwól mi chociaż skończył ten rozdział.

Usiadła i zabrała mi książkę. Wyraziłem niezadowolenie, ale nie zwróciła na to uwagi.

– Ale te rozdziały są długie.

– Naprawdę?

Położyła książkę na nocnym stoliku, odwracając ja grzbietem do góry.

– Czas spać – powiedziała.

Położyłem się, bezwładnie tonąc w pościeli. Zaczęła się rozbierać przede mną stojąc w nogach łóżka. Bielizna pozostawiła ślady na jej ciele. Rose porwała podręcznik. Chciała wykorzystać każdą sposobność aby wyczerpać i zbadać tematykę dogłębnie. Manipulowała mną i ustawiała tak abym małpio naśladował ilustracje z podręcznika. Pragnęła wyczerpującego hedonizmu. Kopulowaliśmy jak psy, ze mną wysoko nad jej pośladkami i rękami opartymi  na jej biodrach. Nachodziły mnie myśli, że mogę się w niej zakleszczyć i jak psy będziemy spojeni razem w absurdalnym, przerażającym wstydzie. Później opowiadała swoje szalone fantazje, o tym że zabierze mnie do domu jako kochanka, maskotkę, wzbudzając zazdrość wszystkich jej przyjaciółek. „Ha, będą o nas mówić w całym Herefordshire”. Śmiała się. „Rose i Angelo”. Obydwoje wiedzieliśmy, że to się nigdy nie wydarzy. Czerpaliśmy jednak z tego chwilową radość, wzbogacając się wzajemnie dopóki mogliśmy. Jednak czułem się już tym wszystkim znużony. Nudziłem się i nienawidziłem całej tej sytuacji z Rose. Jako profesjonalista nigdy jednak nie porzucałem żadnego przedsięwzięcia zanim nie nadszedł na to odpowiedni czas. Mieliśmy przed sobą jeszcze co najmniej kilka wspólnych tygodni zanim nastąpi nieunikniony koniec. Pozwalałem sobie czasem na humory. Dla Rose stanowiło to nieodzowny element mojego południowego uroku osobistego. Kochała mnie za to, że jestem świetnym partnerem do rozmów, modnie ubranym towarzyszem jej wypraw, doskonałym przewodnikiem, czułym kochankiem, więc oczekiwała że będę również dosyć chimerycznym chłopcem, pięknym lecz samolubnym, zazdrosnym i niedojrzałym. Wyobrażała mnie sobie. Wspierałem więc jak mogłem to jej wyobrażenie. Jednak ona również kreowała siebie. Nadała sobie rasę, twierdząc że pochodzi od Celtów. Jej rude włosy są najlepszym dowodem, zwykła mawiać. Cóż, ze zdumieniem stwierdziłem, że rzeczywiście kiedy była podlotkiem, mogła mieć płomiennie rudą czuprynę. Próbowałem znaleźć więcej cech charakterystycznych dla Celtów w jej wyglądzie, ale nawet jeśli  jakieś były to w końcu dałem sobie spokój. Nie interesują mnie barbarzyńcy.W końcu i tak wszystko sprowadzało się do naszych póz w łóżku, sykliwych komend wydawanych podczas stosunków i ciągłego powtarzania w trackie mojego imienia. Wczesnym rankiem, kiedy ledwie wzeszło słońce, znalazła mnie w hotelowej łazience. Leżałem w wannie a głowa bezwładnie unosiła się na powierzchni ciepłej wody. Czułem się jak nowo narodzony – jedynie bardziej świadomy.– Dobrze się czujesz? – zapytała zaspana, przytomniejąc po przebudzeniu.Kiwnąłem głową.– Czy to nie dziwaczna pora na kąpiel.Sennie, ledwie zauważalnie kiwnąłem głową. Kiedy tylko wyszła z łazienki aby wrócić do łóżka, wyszedłem z wanny i ubierając się zdałem sobie sprawę jak bardzo zniszczona jest moja koszula. Krew pokrywała jeden z rękawów, a przód koszuli upstrzony był kilkoma plamkami. Włożyłem ją do plastikowej torby, żeby zając się nią później. Postanowiłem, że schowam ją do bagażnika i wrzucę do jakiegoś przydrożnego kosza na śmieci.Jadłem już śniadanie na tarasie. Słońce dopiero zaczynało ogrzewać świat i przyjemna bryza tarmosiła gazetę. Słyszałem hałasy z kuchni. Kiedy upał sprawił, że wzgórza powiły się mgłą założyłem ciemne okulary skrywając się za ich szkłami. Gdy pojawiła się w końcu Rose, wyglądała świeżo po nocy. Umyła włosy i – muszę to przyznać – wyglądały dobrze. Jednak zmarszczki wokół jej ust i oczu pogłębiły się, tak jakby nakreślił je nóż rzeźbiarski na glinianym modelu. Jej szyję zdobiła apaszka. Przyłapała mnie kilka razy kiedy przyglądałem się jej szyi i musiała zauważyć zmianę w wyrazie mojej twarzy. Apaszka czerwona, tak jasna jak krew ukrywała jej wiek naznaczony na gardle. Rose była by atrakcyjna dla starszego mężczyzny.

Jak Cezar, pokazałem jej żeby usiadła.

– Coś ciekawego? Skrzywiłem twarz w grymasie.

– Byłeś dobry ostatniej nocy.

Nie wiedziałem czy powinienem okazać irytację, zignorować ją czy napawać się dumą. Udałem, że jestem z siebie dumny. „Aby być dobrym, trzeba mieć dobrego partnera” – powiedziałem ukrywając się za płachtą gazety.

– Ależ Angelo, byłeś wspaniały!

Uśmiechnąłem się. Kelner przyniósł dla niej śniadanie. Patrzył na mnie z tą mieszanką niesmaku i zazdrości, do której zdążyłem się przyzwyczaić w ciągu kilku ostatnich miesięcy i wcześniej, zanim znalazła mnie Rose. Kelner myślał, że potrafi czytać nasz związek jak książkę. Byłby chyba głupi gdyby nie wiedział, że dostrzegam jego zazdrość.

– Jakieś ciekawe wiadomości? Mruknąłem.

– Wyglądasz dobrze w tej koszuli.

– Dziękuję.

– Czy to ta, którą kupiłam ci w Mediolanie?

– Wiesz, że to ta, Rose.

– Zmieniłeś się.

– Jesteś spostrzegawcza.

– Zmieniasz ubrania tak często jak kobieta. Koszula, którą miałeś ostatniej nocy była czysta.

– Zabrudziła się. Nawet tutaj – daleko na północy – w powietrzu jest pełno kurzu. Prawdopodobnie ten hotel nie jest tak czysty jak powinien być. Musiałem zaspokoić swoją próżność.

– Nie chcę ciebie innego

Jedna odpowiedź to “Pasja według Angela (1)…”

  1. Polska Wii Ps3! » Pasja według Angela (1)… Says:

    […] jakilinux.org » Linux dla każdego, BSD dla wybranych wrote an interesting post today!.Here’s a quick excerptPasja według Angela (1)… październik 9th, 2007 by lizzardo Opowiadanie to towarzyszy mi od jakiegoś czasu. Po raz pierwszy zabrałem się za tłumacznie historii, którą napisał Robert Burns, krótko po przyjeździe do Walii. Ciągle jestem niezadowolony z tego tłumaczenia, ale jak powiedziała mi kiedyś pewna znajoma: “jeśli cały czas będziesz kręcić nosem na to co robisz, w końcu nic nie ujrzy światła dziennego”. Na marginesie – dialog odbywał się na zasadzie, przyganiał kocioł garnkowi, bo znajoma […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: