Zeszyt w kratkę…

Scena 1

Nudna lekcja fizyki. Nauczyciel coś tłumaczy przy tablicy. Siedzę przygarbiony, nie zwracam najmniejszej uwagi na to, co dzieje się w klasie, nie zwracam uwagi na to, o czym mówi „Pan od fizy”. Piszę. Linijka po linijce, wers po wersie. Jestem daleko.– Pokaż to – słyszę glos – pokaż. Głos fizyka jest spokojny, żadnego zniecierpliwienia w głosie. Czuję, że najpierw robię się blady, potem czerwony. Klasa zastygła w oczekiwaniu, wpatrują się, szepczą między sobą, ja się pocę. Odbiera ode mnie kartkę. – Teraz to napisałeś? – Tak – odpowiadam cicho, w środku wyję z rozpaczy, czuję pulsowanie w skroniach, ból w mostku i pieczenie w ustach. Słyszę rytmiczne – bum, bum, bum w uszach, płonę z upokorzenia. Czyta, dosyć długo jak na cztery strofki, szesnaście wersów. – Dobre – mówi nagle – dobre, ale przegadane. Popracuj nad tym. W domu. – Akcentuje ostatnie słowa. 

Scena 2 

Właśnie skończyłem po raz kolejny czytać pamiętnik 11 letniego Marka Hłaski. Krótkie zdania. Treściwe. Chłonę jedno po drugim. Mam ochotę zapalić, ale jest środek nocy a papierosy ukryłem na klatce schodowej. Muszę czekać do rana. Biorę zeszyt w kratkę, zaczynam pisać: „Mam 14 lat, jestem trzy lata starszy niż Marek Hłasko, kiedy zaczął pisać swój pierwszy dziennik…” 

Scena 3

Lipiec, pełnia wakacji, robię porządki po maturze, palę stare notatki, zeszyty. Palę wszystko. Ogień pożera listy, zdjęcia, naiwne myśli. Palę to wszystko, co mogłoby mi ją przypominać i jeszcze więcej. Zostają tylko zeszyty z wierszami, tymi ostatnimi. Nie ma już przeszłości. Jest ulga. 

Scena 4 

– W takim razie proszę przyjść jutro na ósmą. O ósmej trzydzieści zaczynamy kolegium. Byłoby dobrze gdyby Pan przygotował sobie jakieś tematy. Jeśli nie da pan rady, nie ma problemu, coś znajdziemy. 

Scena 5

Siedzę gdzieś w Europie, znowu jest środek nocy, nad głową lata mi policyjny helikopter. Próbuję odpowiedzieć na arcypiekielnie trudne pytanie, które zadała mi Kobieta, która w dodatku nie jest już tylko i wyłącznie nickiem w zerojedynkowej otchłani. Słowo to mój zawód. Od kiedy poznałem abecadło coś piszę. Ostatnimi czasy miałem długą przerwę. Coś w rodzaju zawodowego wylewu. Zesztywniały mi palce i szare komórki. Trwa rehabilitacja, dlatego piszę bloga. 

Zapraszam:

 Alę, Polarnego, Podjudzacza, Froasię, Surfinię

Odpowiedzi: 6 to “Zeszyt w kratkę…”

  1. harry122 Says:

    E … hm… chyba nie doczytałem do czego mnie zapraszasz? :))) Jakaś wycieczka do Anglii? :)))

  2. lizzardo Says:

    No pacz! :-))) ale trąba ze mnie🙂 – tytuł wypracowania: Moja przygoda z pisaniem :-))).

  3. surfinia Says:

    Jestem zaszczycona:)
    tylko się zastanowię i zbiorę „do kupy” szare komórki, bo po tygodniowej niemal abstynencji blogowej pozbierać sie muszę:)

  4. lizzardo Says:

    Surfinio, proszę bardzo🙂 Właśnie zauważyłem, że coś się ostatnio milcząca zrobiłaś🙂

  5. andsol-br Says:

    To z obiegowego pytania można zrobić literacki esej? Ano można, już przecież śpiewano nawet książki telefoniczne. Kwestia talentu. Gratulacje.

  6. lizzardo Says:

    Andsol – dyg🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: