Gdy Rodaka mego widzę, to… czyli drugie strzępienie języka…

 Właśnie oglądam na – UKTV History, kolejny odcinek rewelacyjnego serialu dokumentalnego „The World at War”, kto nie oglądał polecam gorąco, w dzisiejszym odcinku między innymi o Polsce po konferencji w Jałcie.Jednak nie o tym chciałem, chociaż jakby nie patrzeć ta Jałta ciągnie się za nami do dzisiaj, głównie sferze zniszczeń mentalnych, które miały miejsce po tym wydarzeniu.Tak na marginesie, odnoszę wrażenie, że Brytyjczycy, szczególnie starszego pokolenia ciągle jeszcze mają kaca moralnego w związku z Polską, ale się nie dziwię, przecież przez tyle dziesiątków lat w Wielkiej Brytanii mieszkało dziesiątki tysięcy „żywych wyrzutów sumienia” z Polskiej Armii na Zachodzie. No a teraz zaczęli przyjeżdżać na Wyspy ich pobratymcy. Jedyne, co łączy Starą emigrację z Nową to język polski, którym Starzy posługują się w wielu przypadkach (po tylu latach) lepiej niż przedstawiciele naszej nacji, którzy dopiero, co wylądowali na brzegach Albionu. Najbardziej śmieszy mnie zestawienie – nobliwy starszy Pan, mieszkający w UK od ponad 60 lat i mówiący przepiękną polszczyzną bez naleciałości i świeży emigrant, który po trzech miesiącach zapomina słów w rodzimym języku. Nie o tym jednak dzisiaj chciałem, bo miałem podzielić się własnymi obserwacjami. Polaków w UK podzieliłbym na trzy wielkie grupy: 

  1. Sezonowcy
  2. Osiedleńcy
  3. Zakorzenieni

 Grupa pierwsza: bardzo pojemna od osób, które ściągane są tutaj przez wszelkiego rodzaju agencje pośrednictwa pracy, w większości nie znają angielskiego i nie ważne czy będąc w Anglii, Szkocji, Walii czy Północnej Irlandii zawsze będą mówić, że byli „w Anglii”, stojąc w „Poundlandzie” będą głośno się zastanawiać nad ceną, chociaż przed ich oczyma wisi plakietka „Yes! Everything One Pound!”. Przeliczają wszystko na złotówki i w efekcie ich dieta opiera się na „chlebie” z Tesco lub gotowanej marchewce. W sumie są nie szkodliwi, może jedynie dla samych siebie, ocierając się o wycieńczenie głodowe lub odwodnienie. W tej grupie znajdują się również studenci, przyjeżdżający w wakacje do pracy, do szkół językowych lub ot tak sobie na wakacje – osobiście wolałbym, aby ta grupa składała się wyłącznie z tych osób. W tej grupie znajdują się również osobniki, które przyniosłyby wstyd Polsce nawet na Syberii albo Pustyni Kalahari. Kogo mam na myśli, chyba nie muszę pisać. 

Grupa druga: to osoby, które nie podjęły ostatecznych decyzji – mają pracę, krąg znajomych, oszczędzają. Fizycznie są tutaj i funkcjonują w brytyjskiej rzeczywistości, ale pępowiną silnie są związane z Polską.

Grupa trzecia: jeszcze wąska, ale rozszerzająca się – ich sprawy już są tutaj, powrót do Polski to już rozmydlone „może kiedyś”, ściągają rodziny ich dzieci chodzą do szkół brytyjskich, kupują domy na kredyt, prowadzą własne interesy i czują się tutaj dobrze. 

Odpowiedzi: 4 to “Gdy Rodaka mego widzę, to… czyli drugie strzępienie języka…”

  1. Froasia Says:

    A Ty siebie zaliczasz do której grupy? Już trzeciej?

  2. lizzardo Says:

    Cały czas w drugiej i tak zostanie.

  3. Zosia Says:

    A my – etudianty? Huh?😉

  4. lizzardo Says:

    Zosiu, No ale to osobna kategoria jest😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: