Smaki świata…

Тушёнкапусть всиегда будиет вкусно, taki slogan reklamowy widnieje na ośmiuset gramowej puszce tego rarytasu, którą kupiłem dzisiaj w sklepiku u Kurdów. Co prawda nie umywa się smakiem to tej jedzonej po raz pierwszy w… Sandomierzu, ale już skonsumowałem kilka pajd późnej kolacji. Po raz pierwszy, prawdziwą rosyjską tuszonkę, jak wspomniałem miałem okazję spróbować w rzeczonym Sandomierzu. W klasie maturalnej wybraliśmy się naszą paczką, na ostatni w liceum Rajd Świętokrzyski, a że wyjechaliśmy kilka dni przed rozpoczęciem imprezy, postanowiliśmy „zboczyć” do tego urokliwego miasteczka. W schronisku, rozlokowana już była grupa „Spadochroniarzy” ze środkowej Ukrainy, która przyjechała do Sandomierza na „obóz treningowy”. Dosyć dziwny to był skład, bo zaopatrzenie i wyposażenie mieli raczej nie survivalowe, a bardziej jak objazdowy sklep monopolowy. W każdym razie, ponieważ wtedy jeszcze rosyjski był językiem obowiązkowym nie mieliśmy problemów, aby nawiązać kontakt z gośćmi „zza Buga”.Pierwszej nocy zostaliśmy zaproszeni na ужын i tam oprócz „stolicznej” pojawiła się wspomniana tuszonka, która pokrywała grubą warstwą pajdy chleba. Chyba nie ma lepszej zakąski do wódki. Swoją drogą, ktoś wykazał się poczuciem humoru, umieszczając jako slogan parafrazę pionierskiej piosenki – „zawsze niech będzie słońce…”.

Odpowiedzi: 9 to “Smaki świata…”

  1. socjopatyczna_malkontentka Says:

    Też jeździłam na Rajdy Świętokrzyskie w liceum – ale tuszonki nie jadłam, wspomnieniem najdroższym jest sytuacja, gdy jakiś menel, który zobaczył Romusia wypakowującego butelkę denaturat z plecaka, zproponował nam spółkę i… bułeczkę do przesączenia.

    Smacznego🙂

  2. lizzardo Says:

    Socjo – dziękuję. Poszliście na spółkę?🙂 Podczas jednego z noclegów we wiosce pod Świętym Krzyżem – gospodarz napoił nas bimbrem, ale to chyba jeden z nielicznych przypadków, kiedy nie miałem kaca:-). Skubany był Mistrzem w fachu:-)))))).

  3. ala_k_b Says:

    Normalnie na jakieś kombatanckie wspomnienia z wakacji im się zebrało… No dajcie spokój, przecież tu młodzież chyba zagląda, no i nie zrozumie!

    Na rajdy co prawda nie jeździłam, ale pod namiot się zdarzało. Tuszonki wprawdzie nie było, ale swojska mielonka „luncheon meat” się nazywało. Lizzardo, tam u Ciebie to się nazywa spam meat? No i się zdarzyło, że kajakarze przycumowali na jedną noc na nasze pole namiotowe i zapiliśmy tą mielonkę – uwaga – bimbrem destylowanym na Akademii Śląskiej, a na jakim wydziale, to się możecie domyślić. Czysta poezja. Była. I takie czasy były, burzy i naporu😉

  4. ala_k_b Says:

    Zaraz, to nie mogła być Akademia Śląska, tu musiał był Uniwersytet Śląski. No taka była impreza, akademicka.😉

  5. lizzardo Says:

    Alu raz kupiłem ten Spam i nigdy więcej tego nie zrobię:-))). O mielonce to można dysertacje pisac:-))))).
    No cóż, sprzężenie intelektu, gruntownej wiedzy akademickiej i godzin spędzonych w laboratorium potrafi przynieść zdumiewające efekty;-)))))).

  6. takajedna_ja Says:

    a ja już nawet liter rosyjskich nie pamiętam😦 i żal, że głupia zarzuciłam naukę rosyjskiego po podstawówce. Teraz bym mogła sama sobie tłumaczyć co śpiewa Okudżawa, i Jesienina bym mogła czytać w oryginale…

  7. lizzardo Says:

    Taka – u mnie niestety zarzucenie rosyjskiego po podstawówce nie wchodziło w grę:-)))).

  8. confiance Says:

    bo też po rosyjsku wszystko brzmi lepiej…
    привет из Польши;)

  9. lizzardo Says:

    Привиет🙂 Как дела? No a w gastronomii to znaleźć można kilka wysokic C :-)))).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: