Jestem nieco wymęczony. Od ostatniego wpisu wiele się wydarzyło. Niektóre ze zdarzeń raczej trudno zaliczyć do przyjemnych. Wylądowaliśmy z Małym dwa razy w szpitalu. Atak epilepsji w każdym z przypadków. Każdy pobyt – seria badań, skany, EEG, EKG, Tomografia – wszytko bez zarzutu. Mały w idealnej formie. To skąd ta pierdolona epilepsja? Lekarze bezradnie rozkładali ręce. Prawdopodobnie, ale to nie potwierdzone, przyczyną mogło być lekarstwo podane Małemu podczas przeziębienia. Mały jest teraz pod kontrolą Neurologa i bierze leki. Na razie spokój, ale spanikowaliśmy. Z przyjemniejszych rzeczy – Mały dostał się do przedszkola integracyjnego. Bardzo mnie to ucieszyło. Poza tym rozbrykany jak zwykle.
Starszy na szczęście zdrowy i jakoś sobie radzi w szkole. Zaczynają się już pierwsze symptomy wchodzenia przez niego w wiek nastoletni. Jakieś koleżanki, wypady, konwersacje przez GG i nieustanne pitanie SMSów. Rany, jeszcze kilka lat i mogę zostać dziadkiem. No, ale każdy rodzic przez to przechodzi.
Dobra dostałem się (chyba) na te studia, chyba już mogę powiedzieć, że będę studiował archiwistykę i zarządzanie dokumentacją. Mam nadzieję, że Froasia się na mnie nie obraziła
.
Uf, pewnie niedługo będę pisać tutaj regularnie, bez takich dziur, ale to też melodia przyszłości.
Poza tym mam dziwne odczucie, że ten blog zaczyna się robić zbyt osobisty, a akładając go byłem od takiego zamysłu daleki, nawet wrogo nastawiony. No ale czasem trzeba zamontować w czaszce wentyl bezpieczeństa.






