Kilka dni temu usłyszałem historię:
“Trzy tygodnie po zakończeniu wojny, wysłano nas z konwojem do Krakowa. Wiezliśmy głównie żywność. Powiedzieli nam, że straszny głód. Nie pamiętam gdzie, ale to już chyba były tereny Polski, trafiliśmy na Armię Czerwoną z Mandżurii. Powiedzieli nam – Sprawdzamy jedną ciężarówkę. Odstawili ją na bok. Nagle pada rozkaz – Jechać dalej! Nigdy więcej nie zobaczyliśmy naszego trucka i kierowcy. Oni mieli dzicz w oczach – już nigdy więcej nie chce spotkać Armii Czerwonej, a szczególnie z Mandżurii”*
Btytyjski Żołnierz lat 86
Zadaję sobie pytanie – Czy aby granica z Azją przebiega na Uralu?
* To jest skrót, ale łzy w jego oczach były prawdziwe
luty 19, 2008 o 6:24 pm |
No nie, ale kierowcy chyba nie zjedli??
Na mojej witrynie przepisałem kiedyś coś takiego:
Michał Radgowski – Wstydliwy temat Rzeczpospolita 27.04.02, Nr 17
Obecność zwierząt bywa wyznacznikiem pewnego typu cywilizacji.
Polacy wracający po wojnie ze stepów Azji czy z Sybiru bezbłędnie
rozpoznawali naszą granicę: nagle do ich uszu dochodziły szczekania
psów. Po tamtej stronie zjedzono je już dawno.
A opowieści mojej babci z Wilna gdy ci mili goście się pojawili…
luty 19, 2008 o 11:04 pm |
Andsol – o tym niestety nic nie wiadomo, mam nadzieję, że nie.
Co do opowieści – na pewno mogłaby powstać z nich wielotomowa seria.