Czegoś takiego się nie spodziewałem, rozmowa kwalifikacyjna zakończyła się tak nieoczekiwanym finałem, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że tak można. Zgodnie z listem, który otrzymałem od mojego potencjalnego przyszłego pracodawcy, stawiłem się piętnaście minut przez rozpoczęciem wywiadu i zameldowałem się w recepcji. „Nie jesteśmy jeszcze do końca gotowi – usłyszałem – ale zaraz ktoś po ciebie zejdzie.” “No to jestem ugotowany” – pomyślałem. Minęło kilkanaście minut i zeszła po mnie całkiem urodziwa Pani, która przedstawiła się jak manager, po czym zaprowadziła mnie schodami na pięterko. Wskazała pokój i zaprosiła do środka – „tutaj odbędzie się egzamin praktyczny” – wskazała komputer, tutaj masz kartkę z zadaniem.„ i wyciągnęła zapisany maczkiem arkusz formatu A-4. W skrócie chodziło o wprowadzenie danych, porównanie ich, wykonanie wykresu i zredagowanie któtkiego komunikatu dla wskazanego departamentu”. Masz 15 minut. Przyznam szczerze, w Excelu nie pracowałem od kilku lat, poczułem jak krawat zaczyna zamieniać się powoli w uciskający szyję postronek, krew pulsuje w skroniach, a koszula zaczyna lepić się do pleców, przy okazji zauważyłem, że gdzieś odeszła w dolne partie mojego organizmu cała ślina, a na skroniach czułem podążające w dół po podbródku strużki potu. Momentalnie musiałem przypomnieć sobie wszystko i to w ciągu 15 minut. Kiedy skończyłem wykresy i napisałem krótki raport, zostałem zaproszony do właściwej rozmowy kwalifikacyjnej. Siedziałem, pod badawczym spojrzeniem „Panelu”, odpowiadając na pytania przez 30 minut. I tyle. Na koniec powiedziano mi, że skontaktują się ze mną jeszcze tego samego dnia, albo następnego.Skontaktowali się jeszcze tego samego. To była najdziwniejsza rozmowa telefoniczna, jaką odbyłem w tym kraju. Usłyszałem mianowicie, że niestety nie otrzymałem posady, o którą się ubiegałem, ponieważ jej specyfika polega na tym, że nie ma czasu na wdrażanie pracownika w system (?), ale mają dla mnie dwie inne oferty i chcą abym ubiegał się o jedną z nich, mogę sobie wybrać, (niestety procedury muszą zostać zachowane i będę musiał jeszcze raz przejść cały cykl rekrutacyjny), bo zrobiłem dobre wrażenie, a we wspomnianych ofertach przewidziany jest „okres adaptacyjny i szkoleniowy”. Sam nie wiem, co o tym myśleć.
październik 23, 2007 o 9:41 pm |
No ale czym się przejmujesz. To wygląda profesjonalnie. Poza tym pewnie im zależy na Tobie, skoro dali Ci szansę na inne stanowiska. Ja bym się cieszyła na Twoim miejscu. Jeśli oczywiście zrobili na Tobie dobre wrażenie
październik 23, 2007 o 9:58 pm |
Fro, ten cykl rekrutacyjny mnie przeraża
Od złożenia podania do zakwalifikowania do rozmowy – miesiac. Od informacji potwierdzającej zakwalifikowanie do listu z terminem rozmowy – dwa tygodnie, tydzień później sama rozmowa. Poważnie jednak, nie mam pretensji, z drugiej strony po raz kolejny przekonałem się, że ubarwianie zawodowego życiorysu prędzej czy później kończy się katastrofą i lepiej powiedzieć prawdę, na przykład że miało się długą przerwę w wykonywaniu zawodu, niż fantazjować. Swoją drogą, osobiście wolę pracę gdzie jednak przewidziano “okres adaptacyjny i szkoleniowy”
W każdym razie, teraz to tylko kwestia przepisania CV i czekania na kolejny list. Ale to pewnie po Nowym Roku
październik 24, 2007 o 9:14 am |
A czy Tobie spodobala sie firma?
październik 24, 2007 o 10:16 am |
Viera – Spodobała
październik 24, 2007 o 11:48 am |
skoro firma sie Tobie podoba, to przyj do przou i sie nie zastanawiaj!
październik 24, 2007 o 11:50 am |
Marga – już przepisałem CV
październik 24, 2007 o 7:59 pm |
to dobrze,Lizzardo
może wyjdzie na lepsze?:)
październik 24, 2007 o 9:35 pm |
Pytaj za ile i bierz
)))
październik 24, 2007 o 9:38 pm |
ciekawe interview
a może sprawdzają czy jesteś “elastyczny” i na innym stanowisku też byś sobie dał radę ? a jak dasz, to może wskoczysz na te, na które aplikowałeś ?
październik 24, 2007 o 11:16 pm |
Surfinia – Jasne
Harry – Płacą nieźle, ale nie rewelacyjnie
Robert – mam przeczucie, ze ta oferta była “ustawiona” pod kogoś, coś na zasadzie promocji, ale musieli zachować wszystkie procedury. Coś na zasadzie konkursu, ale w już znali zwycięzcę. W części “teoretyznej” niektóre pytania były tak szczegółowe, że raczej osoba z zewnątrz, lub nie pracująca w tym systemie nie miała szans na udzielenie prawidłowej odpowiedzi. No i zdanie, które padło podczas rozmowy po – na tym stanowisku nie ma czasu na naukę. Mniejsza z tym i tak składam dokumenty jeszcze raz
. Zobaczymy
październik 25, 2007 o 8:44 pm |
hmm… coś wiem na temat ustawionych rekrutacji http://beavis.blox.pl/2007/01/on-i-praca.html
październik 25, 2007 o 8:56 pm |
Robert, przynajmniej pod pewnymi względami od Zachodu nie odbiegamy